Wywiady
Sławomir Mokrzycki, prezenter TVP Info i TVP Kraków
 fot. TVP Kraków
Sławomir Mokrzycki – z wykształcenia prawnik. Zawodowo prezenter TVP Info i TVP Kraków. Prowadzący programy “Młodzież kontra… czyli pod ostrzałem”, “Bez krawata” oraz “Tematy dnia”. Wcześniej dwanaście lat pracował w Radiu Kraków.
Jak rozpoczął Pan karierę dziennikarską?
Wolałbym, żebyśmy rozmawiali o pracy dziennikarskiej. “Kariera” niedokładnie opisuje istotę dziennikarstwa, nie lubię tego słowa.
W takim razie jak zaczął Pan pracę dziennikarską?
To był przypadek. Skończyłem studia prawnicze, pracowałem w kancelarii prawnej i to był jeden z tych momentów, podczas których człowiek zastanawia się czy dobrze wybrał. Zauważyłem wtedy w jednej z krakowskich gazet ogłoszenie o konkursie na reportera Radia Kraków. Pomyślałem, że może warto spróbować i tak rzutem na taśmę znalazłem się na samym finiszu tego konkursu. Pamiętam, że dobre wrażenie zrobił na mnie wysoki poziom tego konkursu. Ówczesnym dyrektorem Radia Kraków był Bronisław Wildstein – zadawał pytania po francusku. To było interesujące zdarzenie. Pomyślałem sobie, że skoro jestem jedną z ośmiu wybranych osób, to warto spróbować. Przez cztery miesiące udawało mi się łączyć pracę w kancelarii z pracą w radiu, ale później okazało się, że jest to niemożliwe. Musiałem coś wybrać. Zawsze lubiłem radio, słuchałem radia i dobrze się w radiu czułem.
Awansował Pan?
Zacząłem jako reporter, szybko zostałem wydawcą. Później czytałem serwisy, zostałem kierownikiem redakcji informacji, aż w końcu dyrektorem anteny. Dość szybko to poszło.
W końcu znalazł się Pan w telewizji…
Cztery lata temu, ówczesny dyrektor TVP Kraków, Bogusław Nowak – obecnie dyrektor opery – zaproponował mi objęcie funkcji szefa „Kroniki”. Szczerze powiedziawszy, po dwunastu latach pracy w radiu przyszedł taki moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że robiłeś już wszystko i takiej propozycji się nie odrzuca. Uznałem to za kolejny etap.
Jak trafił Pan do programu “Młodzież kontra… czyli pod ostrzałem”?
Janusz Sejmej, który prowadził “Młodzież kontra…” z Tomkiem Czeczótko, dostał “kopa” do Warszawy. Ówczesny dyrektor TVP3 nie pozwolił pracować Januszowi w Warszawie i Krakowie jednocześnie, w związku z czym brakowało jednego prowadzącego. Miałem dwa dni, aby się zdecydować i niemały stres, bo nigdy wcześniej nie prowadziłem tak dużego programu. Prowadziłem tylko “Tematy dnia”, a to zupełnie inna forma. Zaryzykowałem.
I polubił Pan ten program?
Lubię. Uważam, że jest to świetny format, aczkolwiek należałoby nad nim
jeszcze popracować.
A jak współpracuje się Panu z młodzieżą?
Młodzi nieźle sprawdzają się w roli dyskutantów. Spodziewałem się jednak większej spontaniczności . Oni nie wykorzystują jednej rzeczy: ten program ma średnią oglądalność – około miliona, czasem więcej. To nie jest mało, a biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że nadawany jest na antenie ogólnopolskiej – jest niezłą okazją, żeby się pokazać. Rozumiem, że skoro ci młodzi ludzie są w młodzieżówkach partyjnych, to znaczy, że chcą robić karierę w polityce. A skoro chcą robić karierę w polityce, to pewno zależy im na tym, by w konsekwencji zająć miejsce starszych kolegów. Mogą sobie pomóc pokazując się w tym programie, ale tego w pełni nie wykorzystują. Mogliby być trochę bardziej spontaniczni.
Jak poseł Palikot? W przypływie entuzjazmu mogliby zapomnieć, gdzie jest granica.
Zupełnie się tym nie przejmuję. Uważam, że takie rzeczy powinny się zdarzać. To jest program młodych ludzi i zakładam, że skoro oglądają go młodzi ludzie, to oczekują tego typu zdarzeń. Nie mówię, że program ma wyglądać jak wiec partyjny, ale siedemnastoletni polityk ubrany w garnitur z krawatem… nie kupuję.
Pan nie lubi krawatów.
Nie lubię.
I konsekwentnie ich Pan nie używa. Chodzi o wizerunek telewizyjny czy własne upodobania?
O jedno i drugie. Bardziej o upodobania. Przyznaje, że gdyby to świetnie wyglądało, to może byłbym w stanie się przełamać.
Nawet Pana program nosi nazwę “Bez krawata”. Skąd taki format?
Bardzo lubię ten program. Inspiratorem był Witold Gadowski, ówczesny dyrektor TVP Kraków (proszę zauważyć, że po raz kolejny używam słowa ówczesny – cóż, telewizja ma to do siebie, że dyrektorzy często się zmieniają). Programy tego typu to rzadkość w telewizji – jest to program polityczny dotyczący spraw wyłącznie regionalnych. Nagrywamy go w plenerze.
Dlaczego plener?
Są zdecydowanie lepsze zdjęcia.
Na zakończenie – jest jakiś przepis na zostanie dobrym dziennikarzem?
Dzięki Bogu, nie ma. Proszę sobie wyobrazić, że jest taki przepis. Za dużo ludzi by z tego korzystało i mielibyśmy takie klony różnych znanych dziennikarzy!
Rozmawiał: Mateusz Kudła, Dziennikarze.info
Czerwiec 2009 r.
|