Dziennikarze.info
Informacje  |  Wywiady  |  Raporty  |  Trzy pytania do...  |  Publicystyka  |  Felietony  |  Wideo  |  Osobowości  |  Mapa serwisu  |  Linki  |  O serwisie

Wywiady »


Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
"Uważam, że KRRiT pod moim kierownictwem zajmuje się tym, co ma zapisane w ustawie i co nakazuje jej konstytucja".

Adam Głaczyński, wiceprezes Polskiego Radia Rzeszów
"Zawsze powtarzam: dziennikarstwo to charakter, a nie prosta suma umiejętności. […] Ten zawód wymaga cierpliwości i szalonej pokory. Zwłaszcza jeżeli wybiera się pracę w mediach regionalnych".

Raporty »


Media w dobie kryzysu
Właściciele gazet nerwowo spoglądają na wyniki sprzedaży, Komitet Miłośników Trójki prosi słuchaczy o jałmużnę, a tysiące dziennikarzy dostają wypowiedzenia. Czy światowy kryzys będzie katalizatorem krachu mediów tradycyjnych?

Notowania giełdowe spółek 
  medialnych

Dane dostarcza serwis

Cytat


Filolog Liliana Sonik dla „Rz”:
"Ci, którzy myślą, że zadania TVP zostaną przejęte przez stacje komercyjne, są w błędzie. […] Te sprzedają nie tyle program, ile pary oczu oglądające reklamy: program jest tylko wabikiem. Im więcej par oczu w wieku 16 do 49 lat, tym lepiej. Bo tylko one interesują reklamodawców".

Co sądzą znani dziennikarze 
  o naszej stronie

R E K L A M A

Wywiady

Michał Tracz, reporter “Wiadomości” TVP1

fot. z goldenline.pl

fot. z goldenline.pl

Od kiedy zacząłeś interesować się dziennikarstwem?

W moim przypadku to był zupełny przypadek. Wszystko zaczęło się od mojej licealnej polonistki, która zaproponowała stworzenie szkolnej gazety. Nazwaliśmy ją „Prusweek”. Kiedy powstał, zaczął wygrywać konkursy szkolnych gazet, potem pojawiły się propozycje staży i tak się zaczęło.

To w jakim byłeś wieku gdy trafiłeś do „Życia Warszawy”?

Miałem 18 lat. „Życie Warszawy” było wtedy patronem medialnym konkursu szkolnych gazet w Warszawie i kiedy nasz „Prusweek” wygrał drugi raz, redakcja „ŻW” zaproponowała kilku osobom od nas staż wakacyjny. I tak się udało, że zostałem w „Życiu Warszawy” prawie na rok.

W Informacyjnej Agencji Radiowej już jako 18-latek zaczynałeś od tłumaczenia depesz angielskojęzycznych. Musiałeś bardzo dobrze znać ten język…

Tego się nie robi jako tłumacz przysięgły. Tak naprawdę depesze agencyjne są napisane bardzo prostym językiem. Oczywiście, jeśli jest potrzebny ktoś od specjalistycznego języka, to wtedy się z pomocy takiej osoby korzysta. Ale trzeba pamiętać, że depesze zagraniczne, tak samo jak u nas, też piszą dziennikarze, więc to nie jest tak, że robią to ludzie z kosmosu i używają jakiegoś bardzo trudnego słownictwa.

Jaką tematyką zajmowałeś się będąc już później reporterem IAR-u?

Na początku tematyką edukacyjną, ponieważ wchodziła nowa matura. Byłem od niej ekspertem z bardzo prostego powodu – znałem bowiem tę sprawę z autopsji i „od środka”. Sam zdawałem wówczas nową maturę, więc będąc w szkole mogłem nagrać materiał, gdzie miałem na jednej przerwie dyrektora, nauczycieli i uczniów.

Zacząłeś prawdziwe dziennikarstwo bardzo wcześnie. Miałeś więc kompleks młodego wieku?

Czasem zdarza się, że mam go do tej pory. To jest najtrudniejsza rzecz, z jaką spotykam się w pracy. Wielu młodych dziennikarzy na każdym kroku muszą udowadniać, że młody wiek nie jest wadą, a nawet jeżeli, to się z niego wyrasta. Musiałem to robić przy poznawaniu każdego nowego szefa, przy wejściu do każdego nowego zespołu. To jest rzeczywiście bardzo trudne i przez parę lat będzie jeszcze konieczne.

I jak to wygląda – pytają Ciebie o wiek czy sam się z nim zdradzasz?

Bywa równie. W telewizji do tej pory jeszcze parę osób nie wie. O tym się nie rozmawia. W radiu to było tajemnicą. Dyrektor IAR-u poprosił mnie, żebym się tym nie chwalił. Tak naprawdę tylko uczciwa praca i pokora – to są rzeczy, które pomogą każdemu młodemu dziennikarzowi, a nie rozpychanie się łokciami, udawanie, że jest się Alfą i Omegą, nie robienie z siebie księżniczki, tylko ciężka praca i pokora. Wówczas każdy zauważy na co taką osobę stać.

Jak dostałeś się do „Wiadomości” TVP1?

Byłem reporterem w Polskim Radiu, pracowałem już wtedy w zespole parlamentarnym w Sejmie i reporterzy, którzy pracowali wtedy w „Wiadomościach”, zaproponowali ówczesnemu szefowi tego programu, żeby spotkał się z takim jednym młodym reporterem. I ówczesny redaktor naczelny „Wiadomości” Radosław Rybiński zaproponował mi pracę.

Tak po pierwszej rozmowie?

Nie, to nie było tak od razu, bo przyjść do szefa „Wiadomości” i wydeklamować tak naprawdę historię afery Rywina nie było prosto. Taka była moja pierwsza rozmowa tutaj. „Czyli co, polityką pan się interesuje?” – zapytał mnie. Odpowiedziałem, że tak. „No dobrze, to ma pan minutę, żeby mi opowiedzieć o aferze Rywina” – usłyszałem. Czyli musiałem zrobić live’a z afery Rywina. Chyba się udało skoro dziś pracuję w „Wiadomościach” (uśmiech).

To na jakim stanowisku zaczynałeś pracę w „Wiadomościach”?

W „Faktach” nazywają to stanowisko asystenta, u nas researchera. Jak zwał tak zwał. Nie wstydzę się tego, że zaczynałem od noszenia kaset. Pomagałem początkowo reporterce Dominice Długosz i pracowałem od czasu do czasu z Jackiem Karnowskim.

A jak udało Ci się wydostać spod ich skrzydeł – czyli z researchera stać się samodzielnym reporterem?

To jest właśnie ta mrówcza praca, żeby pokazać, że coś się potrafi. To normalne, że jak się przychodzi do pracy w „Wiadomościach”, to musi się „odbębnić” swoje. Są to więc normalne szczeble, które tak naprawdę pozwalają na to, by potem móc robić dobre materiały. Telewizję trzeba poznać – redakcję, technikę. To naprawdę miesiące ciężkiej pracy. W moim przypadku – myślę – zaowocowało to, że ciężko pracowałem i mogli to dostrzec reporterzy. Nie rozpychałem się łokciami i nie chodziłem do szefów niczego przyspieszać. Za każdym razem kiedy jest jakaś trudna sytuacja, a zdarzają się cięższe dni, bo np. coś nie wychodzi, bo chciałbym zrobić jakiś temat, a nie mogę, powtarzam sobie, że do tego, co dzisiaj robię, doszedłem w życiu pokorą i że znałem swoje miejsce w szeregu. Okazuje się, że w telewizji, w największym programie informacyjnym, można dojść do stanowiska reportera normalnie, że wcale nie trzeba brać udziału w wyścigu szczurów, podkładać sobie świń.

Czyli teraz jako reporter masz swojego researchera?

Tak, współpracuję na co dzień z jedną osobą.

Jak wyglądało Twoje pierwsze wyjście do Sejmu w charakterze dziennikarza?

Pracując jeszcze w radiu powiedziałem kiedyś w rozmowie z szefem, że chciałbym pracować w Sejmie i zajmować się polityką. Pierwszego dnia czerwca, w dzień dziecka, usłyszałem: „Tracz zajmie się Sejmem Dzieci i Młodzieży”. Wówczas poszedłem po raz pierwszy jako reporter do Sejmu. Zawsze miałem jednak koło siebie „dobre duchy” – starszych kolegów, którzy potrafili pokazać, wytłumaczyć. Wiem, że wiele rzeczy udało mi się osiągnąć dzięki temu, że ktoś chciał mi pomóc. Dzięki temu, że znałem wielu reporterów radiowych nie zgubiłem się tam i dzisiaj sam pomagam wielu nowym dziennikarzom, którzy tam przychodzą. Sejm zresztą w wielu krajach – i tak powinno również być u nas – jest w pewnym sensie ukoronowaniem zawodu dziennikarza. W mediach w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii polityką zajmują się bardzo doświadczeni dziennikarze. Tak więc od momentu kiedy zacząłem chodzić do Sejmu do dzisiaj mam świadomość, że jestem w miejscu, w którym bardzo wiele osób chciałoby pracować. Będąc tam nie można sobie pozwolić na bycie młodym. Bo to jest ciężka, poważna praca, nie wygłupy.

A teraz jak wyglądają Twoje przyjazdy do Sejmu?

Różnie. Jeśli mam z góry założony temat, to jadę zebrać konkretny materiał. Ale dziennikarstwo informacyjne też polega na tym, żeby zbierać newsy, więc wielokrotnie trzeba się pokręcić za informacjami, co czasem się nie udaje. Ale od takiego kręcenia, pytania, czekania pod gabinetami udaje się wyciągnąć naprawdę kawał potrzebnych informacji.

Odkąd więc zaczęła interesować Cię polityka?

Od dziecka polityka wydawała mi się tym najważniejszym trzonem życia i tak już zostało. Niemal codziennie oglądałem „Wiadomości”.

A zdarzyło Ci się coś zabawnego podczas rozmów z politykami, jakaś wpadka?

Politycy to są normalni ludzie. W większości (śmiech). Dlatego też jeśli zapala się czerwona lampka w kamerze, to oni oczywiście przywdziewają maskę, są poważni, mówią poważne rzeczy – też większość, nie wszyscy. Ale zanim dojdzie do nagrania czy już po nagraniu, wielokrotnie żartujemy sobie. Z częścią polityków jestem na „ty”. chociaż nie w Sejmie, nie podczas wywiadów i nie wtedy, gdy słyszą to inni dziennikarze.

fot. TVP

fot. TVP

Z którego materiału jesteś najbardziej zadowolony?

Myślę, że najbardziej dumny jestem z Grenoble, gdzie 2 lata temu relacjonowałem wypadek polskiego autokaru we Francji. W tym czasie robiłem pojedyncze materiały na różne tematy, a tamtego dnia zadzwoniła do mnie szefowa „Wiadomości” i powiedziała: „Michał, polecisz z prezydentem do Grenoble”. Na początku nie wiedziałem co się stało i dokąd tak naprawdę lecę. Później okazało się, że lecę relacjonować największą katastrofę w ruchu lądowym z udziałem Polaków za granicą. Wtedy było moje pierwsze wejście na żywo do głównych „Wiadomości”. Wówczas spędziłem za granicą ze swoim operatorem 8 dni. To wydarzenie bardzo dało mi w kość, ale przede wszystkim nauczyło mnie bardzo wiele – to była gigantyczna szkoła życia i dziennikarstwa. Swoją drogą to dzięki temu potem coraz częściej pojawiałem się na antenie i od tego to wszystko się zaczęło.

Czyli właściwie szczęście w nieszczęściu…

Niestety. Moje „notowania” w firmie na plus zostały zbudowane na ludzkiej tragedii.

Jednak gdy już przyjechałeś tam na miejsce, stanąłeś na wysokości zadania…

Tak, ale żeby pokazać to w ludzki sposób, bez tabloidyzacji, bez epatowania tragedią – było ciężko. Z tego jestem najbardziej dumny, że sobie poradziłem, co to docenili koledzy i szefostwo.

Co prywatnie myślisz o polskich politykach?

Tak jak powiedziałem wcześniej – w większości to są normalni ludzie, z którymi można normalnie pogadać. Z większością nie zgadzam się w kwestii ich poglądów, ale dziennikarz swoje poglądy zostawia w domu, ja swoje mam po 19.30. Wielu z nich jest naprawdę w porządku. Z częścią można wyjść nawet wieczorem na kawę.

Który zrealizowany materiał nazwałbyś największym sukcesem?

Pomijając już Grenoble, to na pewno materiał o pedofilu. Miesiąc współpracy z policją i konspiracji zawodowej. Zacząłem od czatu, gdzie podałem się za 14-latkę. Mężczyźnie można było dzięki nam postawić zarzuty, bo wysyłał dzieciom drastyczne zdjęcia pedofilskie. Możliwe jest także, że wykorzystał seksualnie w przeszłości jakieś dziecko, bo także mi proponował spotkanie. Więcej szczegółów już na pewno znasz.

A jak ta sprawa się zakończyła? Czy ta osoba jest już skazana?

Nie, jeszcze nie. Konrad M. wyszedł z aresztu, niestety. Ma postawione zarzuty, a prokuratura cały czas prowadzi śledztwo czy nie można by tych zarzutów rozszerzyć. W tej chwili on czeka na proces.

Jakie miałeś uczucia, kiedy dochodziło do finalizacji tej sprawy, jeszcze na etapie robienia materiału dziennikarskiego i spotkania na którym pedofil tamten miał „wpaść”? Bałeś się?

Oczywiście, że tak. Uważam jednak, że jeśli dziennikarz za bardzo się boi, to powinien porzucić ten zawód. Tak samo jak nie można bać się polityków, odważnego komentarza, tezy czy zrobienia czegoś niestandardowego. Rozmawiając z tym facetem przez Internet nie miałem pojęcia kto to jest. Okazało się, że to jest zwykły informatyk. Natomiast skąd ja wiedziałem, czy nie trafię na jakiegoś bandziora, który potem będzie czekał pod telewizją albo znajdzie mnie gdzieś w Warszawie? Ale gdybym zaczął się bardzo bać, to powinienem porzucić tę sprawę i zacząć robić materiał np. o tym, że szambo wybiło na Mokotowie (śmiech). Są przecież dziennikarze śledczy, którzy zajmują się poważniejszymi sprawami i żyją. Ja w żadnym wypadku za dziennikarza śledczego się nie uważam.

Jakie masz na swoim koncie rekordy w dotychczasowej pracy?

Tu jest ten komfort, że „Wiadomości” są o 19.30 i jeżeli po tym się coś dzieje w Sejmie, to ja tam zostaję już tylko dla swojej wiedzy operacyjnej, dlatego obowiązkowe siedzenie tam do późnych godzin nocnych mi nie grozi. Ale formalnie, gdy o 19.30 startuje serwis, ja wszystko kończę. Czasami jednak jestem naprawdę zęczony pracą, czasem mam dość tego tempa i wydarzeń. Polskie życie polityczne polega na krótkiej formule „kopiuj – wklej”. Codziennie wybucha jakaś afera, która działa według tego samego schematu. My rano możemy przewidzieć jak skończy się pyskówa, która trwa w Sejmie od początku dnia. Naprawdę mamy czasami tego serdecznie dosyć. Rekordem może być jednak Grenoble, gdzie wyleciałem na 6 godzin, a zostałem 8 dni – w jednym garniturze i w jednej koszuli. Trzeba było sobie radzić.

Jak więc wygląda Twój dzień roboczy?

Wstaję rano, włączam Monikę Olejnik w Radiu ZET, leci TVP Info, w drodze do pracy w samochodzie słucham TOK FM. Tak rozpoczyna się mój dzień i trwa aż do wieczornego kolegium po wydaniu. Wracam do domu i dalej włączone jest TVP Info, cała publicystyka – i tak od rana do nocy. Moi znajomi mają tego niekiedy powyżej uszu. Czasami jednak przychodzi taki moment, kiedy trzeba to wszystko wyłączyć i wtedy przypomnieć sobie, że ma się 23 lata, a nie 43.

Na przykład gdy przychodzi urlop…

Nawet niekoniecznie. Ja już nie pamiętam nawet co to jest urlop. Ale czasami trzeba wyłączyć to wszystko, zdjąć garnitur, założyć jeansy, białe buciki i „dawaj w miasto” – spotkać się z przyjaciółmi i przypomnieć sobie, że ma się 23 lata.

Jak wygląda współpraca między redakcjami informacyjnymi Telewizji Polskiej w zakresie wymiany wiadomości?

Struktura programów informacyjnych TVP wygląda w ten sposób, że wszystkie są skupione w Agencji Informacji. Ona jest osobną jednostką, niemalże na tych samych prawach co anteny. My nie podlegamy szefom anten, tylko szefowi Agencji Informacji TVP, a on bezpośrednio prezesowi. Aczkolwiek tym pierwszym przełożonym jest oczywiście dla mnie szef „Wiadomości”. Także my korzystamy np. z tego co robi TVP Info, oni z tego co my. Między „Panoramą” a „Teleexpresem” jest tak samo.

Co sądzisz o pomyśle likwidacji abonamentu RTV?

Wiele kolejnych rządów i polityków majstruje przy mediach publicznych. W tej sprawie dużo złego już się wydarzyło. Tak jest od lat. Przydałoby się wreszcie coś z tym zrobić i znaleźć rozwiązanie, które to uporządkuje. Natomiast czy to będzie abonament czy Fundusz Zadań Publicznych – to jest drugorzędna sprawa. Ważne, żeby zapewnić telewizji publicznej funkcjonowanie. A funkcjonowanie mediom publicznym zapewnią pieniądze. Nie ma co ukrywać, to w realizacji misji jest rzecz kluczowa. W momencie, kiedy nie proponuje się innego rozwiązania, a zapowiada się likwidację abonamentu, to te wpływy spadają.

Ale obawiacie się otwarcie między sobą w redakcji, że będą zwolnienia grupowe?

(długa cisza) Hmmm, i tak tu z tego pytania wybrnąć? (śmiech) To jest obawa o jakość naszego programu. Bo pieniądze są potrzebne i tę kwestię trzeba uregulować.

Jak udaje Ci się łączyć obowiązki studenta i reportera?

No właśnie… coraz trudniej jest. Młodzi ludzie mają często ten problem, że ktoś im mówi: „proszę wybrać między pracą a studiami”. „Jeśli chcesz studiować dziennie, to nie pracujesz”. Z drugiej strony czasami łagodniej to mówią: „musisz jakoś to pogodzić, co mnie obchodzi to, że ty masz studia”. Ja w swoim życiu trafiłem na świetnych wykładowców, którzy wiedzą co robię i często idą mi na rękę. Z drugiej strony trafiałem na bardzo wyrozumiałych szefów, którzy wiedzieli, że to jest w życiu ważne. I jeśli mam egzaminy, sesje, zajęcia – nie traktują tego jako wymówki. Dopóki więc udaje mi się to łączyć, to im opłaca się mi w tym pomagać.

Studiujesz dziennie na IV roku socjologii. Rozumiem, że w związku z pracą na wykłady pewnie nie chodzisz, a jak wygląda to z ćwiczeniami?

To wygląda tak, że w tym półroczu jeszcze nie byłem na żadnych i boję się, że ten IV rok będzie „w plecy”. Ale do tej pory mi się udawało tak ustawić plan zajęć, żeby jakoś to łączyć. Zresztą Instytut Stosunków Społecznych UW jest bardzo przyjazną jednostką na uczelni. Jest tak bogata oferta zajęć interdyscyplinarnych, że można sobie plan dostosować do własnych zainteresowań i do własnego czasu. Dotychczas tak sobie to ustawiałem, że miałem zajęcia np. 2 razy w tygodniu, ale oczywiście wtedy od rana do nocy, a w pozostałe dni mogłem pracować. W tym semestrze jednak się nie udało i będzie kiepsko.

W ubiegłym roku PiS zrobił w Sejmie konferencję na temat – ich zdaniem – manipulacji „Wiadomości” w relacji z przesłuchania szefa CBA Mariusza Kamińskiego przed komisją śledczą. Ten materiał robiłeś Ty. Później pojawiła się informacja, że złożono wniosek o zawieszenie Ciebie w redakcji „Wiadomości”. Czy to prawda?

Nikt nigdy z jakiekolwiek partii nie wnioskował o zawieszenie dziennikarzy „Wiadomości”. Oczywiście – czasem politycy dzwonią do nas, do naszych szefów, jeśli coś im się nie spodobało. Ale nigdy polityk nie będzie i nie powinien dyktować warunków pracy dziennikarzy. Za każdym razem, kiedy coś takiego może mieć miejsce – my się temu otwarcie sprzeciwiamy. Trzeba pamiętać, że będąc dziennikarzem politycznym – zawsze się komuś narazisz. Bo jeżeli po materiale nie narażasz się nikomu, to znaczy, że zrobiłeś kiepski materiał. Ale jeżeli robimy opiniotwórczy program informacyjny – nie da się zadowolić wszystkich, bo zawsze robisz materiał o jakimś problemie. Zawsze komuś twój punkt widzenia czy ekspertów, których masz materiale, zawsze będzie się nie podobał i ktoś będzie krytykował. Sztuką jest zrobić taki materiał, gdzie każdy będzie zadowolony, myśląc, że wbiłeś szpilę drugiej stronie. Tak też się zdarzało.

Ale nie codziennie partia robi w Sejmie konferencję na temat krytyki konkretnego reportażu w telewizji…

Jeśli chodzi o mnie to emocje po tamtej sprawie już opadły, ale były naprawdę duże. Wtedy dziennikarze pokazali solidarność zawodową. Wówczas, na wspomnianej konferencji prasowej, przez blisko 40 minut zarzucali bardzo niewygodnymi pytaniami Arkadiusza Mularczyka i Jacka Kurskiego mówiąc, że skoro działają w komisji ds. nacisków, to tą konferencją naciskają na dziennikarzy.

Czyli w efekcie nie miałeś żadnych konsekwencji w pracy?

Nie. Politycy mogą sobie straszyć. Jeżeli popełnia się błąd, to trzeba umieć go naprawić i z otwartą przyłbicą powiedzieć „przepraszam, pomyliłem się, czegoś nie sprawdziłem”. Natomiast kiedy polityk czepia się np. o złośliwy komentarz albo że nie poświęciło się całego materiału jego racji bądź że dziennikarz przedstawił punkt widzenia także innej strony – to jest niedopuszczalne i to jest wielkie, niczym nie podyktowane czepialstwo. Wielu polityków powinno się tego oduczyć, bo tym mogą zaszkodzić jedynie sobie a nie dziennikarzom.

Byłbyś w stanie wyobrazić się teraz w innym zawodzie?

Niestety nie. I to jest złe. Tak sobie czasami myślę, że nie mam pomysłu co mógłbym robić nowego. Myślę, ze to nie do końca jest dobre, ale tak już jest.

Dziękuję za udzielenie wywiadu.

Rozmawiał: Kamil Świętoń, Dziennikarze.info

Komentarze: 3

esfwaet | 23-06-2009 20:41

Najlepszy był ten reportaż o ZUS – jakiś miesiąc temu. Takiego g**** w telewizji jeszcze nigdy nie widziałem – to był materiał o niczym i tak wyraźnie zmanipulowany, że wstydziłbym się firmować go swoją twarzą…

junior | 10-07-2009 22:15

Wręcz przeciwnie! Co tam było zmanipulowane? Że ludzie nienawidzą ZUSu? Że ZUS stawia sobie pałace a system mają przestażały? Czy, że ZUS oskarżył człowieka o groźby karalne bo powiedział, że “tę instytucję trzeba zburzyć i spalić”? Co tu jest nieprawdą?:)

xxx | 17-08-2009 16:08

Dziennikarz z niego marny, jeszcze nie widziałem jego dobrego materiału w “Wiadomosciach” same zapchajdziury. Chyba musial zrobić dobrze komu trzeba by sie zalapac, ciekawe, że kochajacy inaczej załapal sie do TVP za czasow pis …

Skomentuj





Najnowsze »

KONFERANSJERZY

Telewizja »

Radio »

Prasa »

Internet »

Zagranica »

Co piszą inni

Głównymi instrumentami propagandy są dzisiaj media. Co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości. Radio, telewizja, gazety oraz wszystkie komercyjne źródła przekazu – wszystkie są zależne od kilkuosobowej komisji, która decyduje o tym co pokazać, napisać oraz jest źródłem wiadomości sama w sobie. » czytaj dalej

Oglądalność stacji telewizyjnych

SHR % 08.03.-14.03. 01.03.-07.03.
TVP1 20.57 % 20.17 %
TVN 16.62 % 17.06 %
Polsat 14.55 % 14.53 %
TVP2 14.33 % 14.35 %
TVP Info 3.68 % 3.97 %
TVN24 2.48 % 2.44 %
Czwórka 1.83 % 2.01 %
TVN7 1.72 % 1.65 %
TV Puls 1.49 % 1.64 %
Disney Channel 1.12 % 1.12 %
Cartoon Network / TCM 0.92 % 0.84 %
Eurosport 0.85 % 0.64 %
Discovery Channel 0.84 % 0.73 %
Polsat2 0.75 % 0.70 %
MiniMini 0.74 % 0.76 %
AXN 0.73 % 0.74 %
Kino Polska 0.69 % 0.63 %
Viva Polska 0.54 % 0.53 %
TVP Polonia 0.53 % -.-- %

Dane:

Tagi

PARTNER SERWISU



© Dziennikarze.info 2006-2010 | Powered by WordPress