|
Trzy pytania do…
Piotra Grzybowskiego, politycznego fotografa-paparazzo „Super Expressu”
Jak wygląda dzień pracy politycznego fotoreportera tabloidu?
- Pracuję w gazecie „Super Express” jako etatowy fotograf i czasami wykonuję zdjęcia typu paparazzi oprócz wielu innych „normalnych” zdjęć. Fotografuję zwykle polityków, którzy mają coś na sumieniu. Trudno określić dzień pracy fotgrafa-paparazzo. Przy dużej dawce szczęścia bywa, że zdjęcie powstanie w ciągu kilku minut, ale najczęściej są to długie godziny oczekiwania na właściwy moment w odpowiednim, ustalonym przez informatora, miejscu. Kiedy chcieliśmy udowodnić, że obecny marszałek Sejmu Ludwik Dorn mieszkając z pewną kobietą (z którą łączyło go coś więcej niż przyjaźń) postępuje wbrew głoszonym przez PiS sloganom o rodzinie i wartościach chrześcijańskich, spędziłem tydzień w samochodzie w pobliżu budynku w którym mieszał. Dzień dla mnie zaczynał się wówczas o 6.00 rano a kończył około 23.00. Od świtu do nocy w aucie, ale warto było. Pan Dorn jest dziś szczęśliwym, mam nadzieję, małżonkiem.
Jaka jest reakcja znanych osób, kiedy dostrzegają, że ujął ich Pan w nieciekawej dla nich sytuacji, nieodpowiednim miejscu, w zbyt prywatnym towarzystwie, etc.?
- Najczęściej politycy nie dostrzegają mnie, bo na przykład zbyt dużo wypili, aby mnie zauważyć. Zdjęcia wykonuję obiektywem o dużej ogniskowej, więc jestem wręcz niezauważalny dla fotografowanego, a ten dowiaduje się o tym następnego dnia z gazety. Miałem tylko jeden przypadek kiedy polityk nie zachował zimnej krwi i uderzył mnie swoją teczką. Był to niejaki Krzysztof Baszniak, minister pracy w rządzie Waldemara Pawlaka, którego opisał „Super Express” w związku z nadużyciami jakich dopuścił się nie będąc jeszcze ministrem. Całe zajście miało miejsce na terenie ministerstwa pracy, więc zgodnie z prawem nie mógł odmówić mi zrobienia fotografii. Sprawa skończyła się w sądzie wyrokiem skazującym ministra na karę grzywny.
Co czuje Pan po zrobieniu „dobrych” zdjęć? Tylko satysfakcję, że dobrze się sprzedadzą, czy zdarzają się później wyrzuty sumienia, że kogoś wizerunek można narazić na wielki szwank, że wybuchnie z tego duża afera, że można kogoś skompromitować, trafić za to do sądu, aż nawet – jak niektórzy uważają – zniszczyć komuś życie?
- Ludziom wydaje się, że wszystkie zdjęcia robione z ukrycia mają zniszczyć czyjąś karierę. TAK WCALE NIE JEST. Jeśli polityk jest uczciwy i robi to, co obiecał wyborcom, nie ma się czego bać. Nasza gazeta udowadnia, że ktoś postępuje niezgodnie z zasadami obowiązującymi polityków lub kompromituje sprawowany urząd. Rzeczywiście po zrobieniu dobrych zdjęć czuję satysfakcję z powodu, że moja praca ma sens, a czytelnicy dowiedzą się prawdy.
Wywiad przeprowadził Kamil Świętoń
|
|