Dziennikarze.info
Informacje  |  Wywiady  |  Raporty  |  Trzy pytania do...  |  Publicystyka  |  Felietony  |  Wideo  |  Osobowości  |  Mapa serwisu  |  Linki  |  O serwisie

Wywiady »


Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
"Uważam, że KRRiT pod moim kierownictwem zajmuje się tym, co ma zapisane w ustawie i co nakazuje jej konstytucja".

Adam Głaczyński, wiceprezes Polskiego Radia Rzeszów
"Zawsze powtarzam: dziennikarstwo to charakter, a nie prosta suma umiejętności. […] Ten zawód wymaga cierpliwości i szalonej pokory. Zwłaszcza jeżeli wybiera się pracę w mediach regionalnych".

Raporty »


Wiktory 2009 rozdane
W piątek, 21 maja 2010 r., w siedzibie Telewizji Polskiej odbyła się 25. gala wręczenia nagród Wiktory 2009.

Notowania giełdowe spółek 
  medialnych

Dane dostarcza serwis

Cytat


Jerzy Sosnowski, dziennikarz radiowej Trójki dla "Press":
"[...] Poziom polszczyzny w mediach komercyjnych jest tak katastrofalny, że zazwyczaj - gdy je włączam - mam ochotę wysłać dziennikarzy stamtąd na praktyki do Polskiego Radia".

Co sądzą znani dziennikarze 
  o naszej stronie

Raporty

Dwa oblicza mediów

Tabloidyzacja wyznacza reguły gry na medialnym boisku. Nowym zasadom podporządkowały się nawet media z wyższej ligi. Czy zacieranie się granicy między rzeczywistością a telenowelą może doprowadzić do medialnej schizofrenii?

„Oglądalności nie nabija się sądami mądrymi i wyważonymi, tylko podgrzewaniem emocji. Jeśli trzeba co drugi dzień ogłaszać koniec świata, to trzeba” – myśl Rafała Ziemkiewicza dość dobrze ilustruje sytuację na polskim rynku medialnym. Artur Boruc z kuflem piwa zawsze będzie dla tabloidu tematem na okładkę i nikogo to specjalnie nie dziwi. Tym bardziej, że poważne dzienniki przez cały tydzień zastanawiają się na pierwszych stronach, którym samolotem prezydent Kaczyński poleci do Brukseli. O decyzjach unijnego szczytu czytelnik dowiaduje się dopiero z dalszych stron gazet. Są jednak odbiorcy, dla których podniebna podróż głowy państwa nie jest najciekawszym tematem, a oglądanie premiera w objęciach Dody najlepszą formą rozrywki. Tacy czytelnicy również nie powinni mieć problemów ze znalezieniem dla siebie odpowiedniego tytułu, a bogata oferta prasy społeczno- kulturalnej jest dowodem na to, że tabloidyzacja mediów dokonuje się równolegle ze zjawiskiem zupełnie odwrotnym. Z czego wynika ten paradoks?

Kołakowski to nie showman

Popularność tabloidów nie jest wyłącznie polską specyfiką. Niemiecki „Bild” osiąga blisko czteromilionową sprzedaż, a brytyjski „The Sun” regularnie przekracza granicę trzech i pół miliona egzemplarzy. Rozrywkowe programy telewizyjne biją rekordy popularności nie tylko w naszym kraju, ale również w państwach, których systemy medialne są określane jako wzorcowe. Skąd bierze się taka popularność form tabloidowych? – Tabloid jest przedsięwzięciem rynkowym. To forma narracji, która ma dostarczyć silnych emocji i podać bardzo uproszczony obraz świata – wyjaśnia medioznawca Maciej Mrozowski. – Tabloid odwołuje się do odwiecznych stereotypów – walki dobra ze złem, walki bogatych z biednymi i do innych spiskowych teorii dziejów. Takie tematy sprzedają się dobrze, zatem tabloid sprzyja rywalizacji rynkowej – dodaje. Zdaniem redaktora naczelnego „Super Expressu”, Sławomira Jastrzębowskiego, prasa sensacyjna wychodzi także naprzeciw oczekiwaniom czytelnika. – Tabloidy dają szybkie informacje i emocje, których ludzie potrzebują. Emocje różnego rodzaju – od miłości i odrazy po te lifestylowe i pudelkowe – uważa Jastrzębowski. Zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden aspekt. – Czytelnik tabloidu sięga po gazetę, aby otrzymać informację w atrakcyjnym opakowaniu, z dobrymi zdjęciami i tytułami, które biorą czyjąś stronę i nie są do końca obiektywne. Ale nie są obiektywne w przekonaniu, że dana informacja powinna być właśnie tak pokazana. Aby poseł czy minister zrozumiał swój błąd i nie pojechał więcej służbowym samochodem na prywatne spotkanie – podkreśla redaktor.

W jakim celu sięga zatem po swój tytuł czytelnik gazety poważnej? Permanentny spadek sprzedaży prasy drukowanej, zwłaszcza tej opiniotwórczej, powoduje przenikanie wzorców tabloidowych do gazet, które tabloidowe nie są. Roznegliżowana kanclerz Merkel na okładce tygodnika „Wprost” czy opisanie historii zgwałconej czternastolatki przez „Gazetę Wyborczą” wzbudziły wątpliwości środowisk eksperckich i dziennikarskich. – Prasa opinii zwróciła uwagę na sukces tabloidów i podjęła nieudolną próbę walki o czytelnika za pomocą cudzych metod – przekonuje Marek Kolewski, sekretarz redakcji „Faktu”. – Przede wszystkim jest to nieuczciwe wobec czytelnika, który sięga po określony tytuł, a otrzymuje zupełnie coś innego – zaznacza Kolewski. Sławomir Jastrzębowski widzi problem inaczej. – Trudno powiedzieć, co jest dzisiaj tabloidowe. „Gazeta Wyborcza” pozostaje gazetą poważną, redagowaną w świetny sposób – twierdzi. – Ale jest też tabloidowa w takim sensie, że pokazuje pewien sposób widzenia świata, chce, aby czytelnik zobaczył, jak redakcja oceniła pewną sytuację. Przekazuje odbiorcy swoje spojrzenie na rzeczywistość – dodaje. Obecność form tabloidowych w mediach poważnych krytycznie ocenia również profesor i medioznawca Tadeusz Kowalski. – Uważam, że każdy powinien robić to, co potrafi najlepiej. Gwiazdy tańczące na lodzie mogą nie razić w telewizji komercyjnej, ale źle wyglądają w telewizji publicznej – twierdzi profesor. – Naukowiec występujący w prymitywnym show wygląda równie źle, jak uczestnik takiego show wykładający na uczelni. Profesor Kołakowski może wygłosić fantastyczny wykład i ciekawie opowiedzieć o filozofii, ale nie nadaje się showmana i całe szczęście, że nigdy nie próbuje nim być – dodaje medioznawca.

Pseudofakty bez znaczenia

Sensacyjność i pogoń za newsem pociąga za sobą nadużycia w sztuce dziennikarskiej i naruszanie prywatności. Sławomir Jastrzębowski twierdzi, że dobry news i dobre zdjęcie na pierwszej stronie mogą podnieść jednorazowy nakład pisma nawet o kilkadziesiąt procent. Stawka jest więc wysoka. Nie oznacza to jednak, że przestało istnieć medialne tabu. – Nie chcemy epatować krwią i śmiercią. Granica etyki zawodowej jest przekraczana, gdy autor nie liczy się z konsekwencjami, jakie może ponieść bohater jego tekstu – podkreśla Marek Kolewski. A Sławomir Jastrzębowski dodaje: – Mam informację o znanych ludziach, którzy są nosicielami HIV-a, ale dopóki oni nie będą chcieli o tym rozmawiać, „Super Express” nie będzie o tym pisać. Natomiast uważa, że zdjęcie nagiej Steczkowskiej na plaży można opublikować, ponieważ nie była na zamkniętej plaży i każdy mógł ją zobaczyć. – Gdyby leżała przed swoim domem, to zdjęcie by się nie ukazało – zwraca uwagę Jastrzębowski.

Elementy sensacyjne pojawiły się również w telewizyjnych programach publicystycznych.. Szeroką dyskusję wywołał jeden z ostatnich odcinków „Teraz my”. Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski pokazali w nim dokumenty, z których wynikało, że minister Drzewiecki trafił kiedyś do amerykańskiego aresztu za rzekome pobicie żony. Drzewieccy zgodnie określili incydent jako nieporozumienie, a w sylwestrową noc sprzeczali się jedynie o to, kto pierwszy zadzwoni do dzieci z życzeniami. Autorzy „Teraz my” tłumaczyli, że ich celem nie było robienie sensacji z prywatnych spraw ministra, ale to, że zeznał pod przysięgą, że nigdy nie był zatrzymany przez policję. Nie przekonało to jednak wszystkich telewidzów i ekspertów, a dziennikarzom zarzucano sprowadzenie swojego programu do poziomu brukowca. Problem został również zauważony przez Radę Etyki Mediów. – Wierzę, że autorzy chcieli pokazać, że minister Drzewiecki publicznie mówił nieprawdę. Rada zakłada dobre intencje. Program został jednak zdominowany przez prywatny incydent bez większego znaczenia. Warsztatowo nie wyglądało to dobrze – przyznaje Magdalena Bajer, przewodnicząca Rady Etyki Mediów.

Należy jednak zwrócić uwagę, że program Sekielskiego i Morozowskiego wywołał nie tylko falę krytyki, ale przyciągnął przed telewizory rekordową liczbę widzów. Widać zatem wyraźnie, że odbiorcy oglądają najchętniej to, co sami krytykują. Politycy obrażają się na dziennikarzy za okazywanie sensacji, ale przecież sami te sensacje tworzą i wykorzystują. W takim razie, kto naprawdę odpowiada za tabloidyzację publicystyki telewizyjnej? – Wszyscy – przekonuje profesor Mrozowski. – Tabloidyzacja jest częścią szerszego zjawiska społecznego, polegającego na konsumpcyjnym stylu życia. Czasem atmosfera wokół programu jest ważniejsza od jego zawartości. Przeważają pseudofakty bez żadnego znaczenia z punktu widzenia problemów społecznych. Politycy ciągle się kłócą, bo media to pokazują, a ludziom się to podoba. Gdyby politycy nic na tym nie zyskiwali, to przestaliby na siebie krzyczeć – uważa profesor.

Złodziej lepszy niż dziennikarz Maciej Rybiński, felietonista i komentator polityczny, postrzega tabloidyzację mediów przez pryzmat tabloidyzacji całego życia publicznego. Zdaniem Rybińskiego postawa mediów jest skutkiem tego, co dzieje się wokół nich, a głównym problemem pozostaje zbyt bliska symbioza dziennikarzy i polityków. – W TVN 24 politycy godzinami recenzują sami siebie. To tak, jakby reżyser recenzował własną sztukę teatralną. Tabloidyzują się politycy, a nie media – przekonuje Rybiński. Publicysta zwraca też uwagę na bezpodstawną krytykę dziennikarzy i oskarżenia wysuwane pod ich adresem. – Ostatnio powiedziałem znajomemu, że chyba muszę napisać w swoim felietonie, że nie życzę sobie, aby tytułowano mnie redaktorem. Wolę już, aby nazywano mnie dziwką i złodziejem, bo dzisiaj są to określenie mniej obraźliwe – podsumowuje.

Błędne koło

Silna konkurencja, a także zwykła ekonomia zmusiły prasę poważną do podjęcia działań mających na celu unowocześnienie gazet. Z rynku zniknęły ostatnie tytuły o dużym formacie. „Rzeczpospolita” i „Tygodnik Powszechny” zdecydowały się na zmianę swojego wyglądu. – Tygodnik zmienił format na mniejszy – z czym nosił się przynajmniej od kilku lat – bo taka była konieczność, również ekonomiczna i promocyjna. Nie zmieniliśmy jednak wymagań wobec treści pisma – muszą być one na bardzo wysokim poziomie. Unowocześnienie formy tylko nam w tym pomogło – wyjaśnia Dariusz Jaworski, zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Jaworski podkreśla także efekty przeprowadzonych zmian. – W ciągu roku zwiększyliśmy sprzedaż o około 11 proc. Warto to podkreślić, bo przecież na rynku prasy są bardzo duże spadki sprzedaży. Powtarzam jednak: „Tygodnik” jest kupowany ze względu na jego treść, a nowocześniejsza forma ma tylko pomóc w przyjemniejszym jej przyswojeniu – tłumaczy Jaworski.

Innym sposobem na zwiększenie nakładu pisma stał się gadżet. W ciągu ostatnich lat do prasy dołączano już prawie wszystko. – Tabloidyzacja to proces dotyczący zawartości gazet w ich części dziennikarsko-redakcyjnej. Natomiast gadżet dotyczy marketingu określonego produktu. Stwarza on sytuację, w której medium staje się torbą na zakupy czy też opakowaniem, do którego wrzuca się dodatkowe przedmioty – uważa profesor Kowalski. Powstaje jednak pytanie, czy poważna prasa powinna proponować odbiorcy niepoważne dodatki. – „Wyborczej” nie wypada dodawać noży kuchennych. Oferowała ona jednak także dobre książki, filmy, unikalne seriale. Natomiast zupełnie skandaliczne jest to, co zrobił niemiecki „Focus”. Magazyn zaoferował czytelnikom zabawkę w postaci Chrystusa, którego można było przypiąć do lodówki i ubierać w różne stroje – w strój hawajski czy w bikini. To przykład wyjątkowej wulgarności i prostactwa – ocenia profesor. Jego zdaniem polityka gadżetowa doprowadziła do powstania błędnego koła, w którym tytuł bez dodatku był postrzegany gorzej.

Młodzi gniewni

Czy w epoce pogoni za informacją, epoce kampanii reklamowych liczonych w milionach, jest miejsce dla prasy społeczno-kulturalnej i literackiej? Grzegorz Górny, redaktor naczelny „Frondy”, odpowiada na to pytanie twierdząco. – Nie musimy reagować na tabloidyzację, bo walczymy w innej lidze. Zabiegamy o kilkanaście, a nie o kilkaset tysięcy czytelników. Pisma społeczno-kulturalne z zasady przeznaczone są dla elit intelektualnych – uważa Górny. Z takim nastawieniem grupa młodych ludzi stworzyła w 1994 roku kwartalnik „Fronda”. – W połowie lat 90. nie było na rynku pisma, z którym moglibyśmy się identyfikować. W większości gazet zupełnie pomijano wymiar duchowy człowieka. Natomiast pisma, które podejmowały ten temat, robiły to w sposób mało atrakcyjny, a często wręcz nudny. Dlatego stworzyliśmy tytuł dla ludzi o wrażliwości metafizycznej, zajmujący się problemami duchowości, ale za pomocą nowoczesnych i ciekawych dla czytelnika form – wspomina naczelny „Frondy”. Pierwszy numer gazety dziennikarze wydali własnymi środkami. Dzisiaj kwartalnik wydawany jest w nakładzie pięciu tysięcy egzemplarzy, a czytelnictwo utrzymuje się na stałym poziomie. Fronda koncentruje się na związkach kultury i religii oraz podejmuje próbę wykreowania mody na konserwatyzm. Nie unika kontrowersji i wywołuje skrajne oceny różnych środowisk. Abp Józef Życiński uznał teksty „młodych gniewnych” z „Frondy” za jedno z najważniejszych polskich dzieł po 1989 roku.

W styczniu zadebiutowało "Czterdzieści i cztery. Pismo apokaliptyczne", będące ideową konkurencją dla kwartalnika "Fronda". W ubiegłym roku młody zespół redakcyjny reaktywował "Respublica nowa". Miesięcznik "Znak" w lipcu 2008 przeszedł wizualną transformację. Choć wszystkie pisma skierowane są do wymagającego czytelnika, preferującego tekst, nie zaniedbują strony graficznej.
W styczniu zadebiutowało „Czterdzieści i cztery. Pismo apokaliptyczne”, będące ideową konkurencją dla kwartalnika „Fronda”. W ubiegłym roku młody zespół redakcyjny reaktywował „Respublica nowa”. Miesięcznik „Znak” w lipcu 2008 przeszedł wizualną transformację. Choć wszystkie pisma skierowane są do wymagającego czytelnika, preferującego tekst, nie zaniedbują strony graficznej.

Niepokojące tendencje w polskiej prasie zauważają też dziennikarze czasopism literackich. Marek Zagańczyk, zastępca redaktora naczelnego „Zeszytów Literackich”, zwraca jednak uwagę, że zmiany w mniejszym stopniu dotykają kwartalników i miesięczników. – Pewne działania są oczywiście niezbędne, ale trzeba je przeprowadzać rozsądnie – jak zrobiły to choćby „Więź” czy „Znak”. Nie można zapominać, że pisma o tematyce literackiej i kulturalnej przede wszystkim się czyta, a nie ogląda – zaznacza Zagańczyk. Jego zdaniem istotną rolę w propagowaniu wartościowych publikacji powinny odgrywać nowe technologie. – Część naszych czytelników mieszka poza dużymi miastami. Internet może im opowiedzieć, co ciekawego dzieje się w „Zeszytach”. Często piszemy w Internecie o wydarzeniach i książkach, które nie mają nic wspólnego z naszym wydawnictwem, ale wydają się interesujące. Zależy nam, aby ciągnąć Internet w górę, a nie być przez niego ściąganym w dół – wyjaśnia redaktor. Zagańczyk podkreśla, że praca redakcji „Zeszytów” nie kończy się w momencie wydania pisma. Sprzedaż kilku tysięcy egzemplarzy tytułu o takim charakterze wymaga dużego wysiłku. Zdarza się jednak, że trzeba dodrukowywać kolejne egzemplarze. Tak dużym zainteresowaniem cieszył się na przykład numer poświęcony Zbigniewowi Herbertowi. O tym, że na polskim rynku jest miejsce na ambitną prasę, przekonuje także Tomasz Stawiszyński, dziennikarz działu Społeczeństwo i media w „Newsweeku”. – Sukces wielu pism na wysokim poziomie pokazuje, że ten segment mediów znajduje swoich odbiorców. Sam uczestniczyłem w powstawaniu „Kronosa”, a powodzenie tej inicjatywy świadczy o tym, że ludzie czekali na takie pismo.

Zbawczy kryzys?

Trudno dzisiaj rozstrzygnąć, jak głębokie będą zmiany zachodzące w mediach. Nikt nie przewiduje raczej zupełnego odwrotu od tendencji tabloidowej. – Nie istnieje konieczność, aby wszyscy nagle zaczęli myśleć poważnie o rzeczywistości. Filozofów i światłych obywateli potrzebujemy piętnaście czy dwadzieścia procent – uważa profesor Mrozowski. – Niech Plotki i Pudelki zostaną na swoim miejscu, ale musi istnieć obszar rzeczywistości, który będzie podlegał poważnej rozmowie – przekonuje profesor. Kataklizmu w segmencie prasy społeczno-kulturalnej nie obawiają się z kolei przedstawiciele pism sensacyjnych. Sławomir Jastrzębowski podkreśla, że w Polsce jest jeszcze wiele osób, które można zachęcić do sięgnięcia po gazetę, a czytelnictwo ciągle nie jest do końca wykorzystane. Marek Kolewski dodaje, że pojawienie się form sensacyjnych w mediach opinii w żadnym wypadku nie oznacza większej brutalizacji tabloidów. – „Fakt” idzie w zupełnie innym kierunku. Stworzyliśmy na przykład dział Opinie, którego wcześniej w gazecie nie było. Podejmujemy różne tematy – na łamach „Faktu” pojawiają się przecież politycy światowego formatu, a gazeta ma trafiać w różne gusta – wyjaśnia Kolewski. Dariusz Jaworski z „Tygodnika Powszechnego” także przekonuje, że tabloidyzacja wcale nie musi przybierać na sile.

- Zmieniają się media, ale i kryteria oceny. Spójrzmy chociażby na modę: kiedyś naszych przodków szokowały odkryte plecy, dzisiaj coraz mniej lub nawet wcale nie dziwią stringi. Ale czy to oznacza, że za kilka lat będziemy chodzić na golasa? – zastanawia się Jaworski. Grzegorz Górny uważa, że zawsze znajdą się osoby, dla których ważny będzie Dante czy Szekspir, a nie tylko Madonna czy Britney Spears. Liczba takich czytelników nie przekroczy pewnego poziomu, ale ich wpływ na społeczeństwo będzie większy niż wpływ kilku milionów ludzi czytających tabloidy. – Kręgi opiniotwórcze starają się narzucić swój sposób myślenia. „Paryska Kultura” miała bardzo niewielki nakład. W tym samym czasie „Trybuna Ludu” przekraczała milion egzemplarzy. Kto dziś o niej pamięta? – wyjaśnia naczelny „Frondy”. – Dla wielu osób literatura nie jest tylko dodatkiem, ale też elementem życia, który ma na nas jakiś wpływ i odciska swoje piętno – dodaje Marek Zagańczyk. Istotą przyszłości jest jej niepewność. Jeżeli jednak spojrzymy w przeszłość, powinniśmy zauważyć pewną prawidłowość – niewiele trendów i tendencji miało stały charakter, a kolejne epoki były często przeciwieństwem poprzednich. Przez ostatnie lata media nasiąknęły krwią i sensacją w stopniu wcześniej niespotykanym. Powinniśmy zatem oczekiwać przynajmniej wyhamowania tej tendencji. Dariusz Jaworski przypomina, że ludzie szukali głębszych wartości wówczas, gdy na świecie działo się coś złego. Podczas średniowiecznych epidemii kościoły były wypełnione bardziej niż w okresie prosperity. Być może kryzys finansowy sprawi, że znajdziemy ciekawsze tematy niż ślub Katarzyny Cichopek? „Rzeczpospolita” nie zacznie się nagle sprzedawać lepiej od „Faktu”, ale może przynajmniej formy tabloidowe będą się rzadziej pojawiać w prasie uchodzącej za poważną. Tylko wówczas czytelnicy łatwiej zauważą granicę między bajką a rzeczywistością.

Tomasz Betka, współpraca Elżbieta Stryjek; „PDF” nr 1/2009


Komentarz: 1

studentka dziennikarstwa | 06-06-2010 18:38

Chciałabym zwrócić uwagę na błąd w tekście. Pismo, które założył Giedroyć nosiło tytuł „Kultura”. Słowo „paryska” nie powinno być ujęte w cudzysłów, gdyż mówi ono jedynie o miejscu wychodzenia tego emigracyjnego miesięcznika.

Skomentuj





Najnowsze »

KONFERANSJERZY

Telewizja »

Radio »

Prasa »

Internet »

Zagranica »

Co piszą inni

Najgłośniejsze urządzenie ustępuje wszakże potężnej tubie propagandowej, jaką jest radio, prasa i telewizja… czyli media. Tam pracują wybitni specjaliści od zachwalania i potępiania programów wyborczych. Z całym szacunkiem dla indywidualnych talentów i umiejętności wybrańców narodu, nikt tak uroczo nie potrafi trajlować, żonglować faktami, na zawołanie komentować i interpretować wszystko, co się dzieje w cyrku na Wiejskiej. » czytaj dalej

Oglądalność stacji telewizyjnych

SHR % 31.05.-06.06. 24.05.-30.05.
TVP1 19.13 % 18.16 %
TVN 15.88 % 16.47 %
TVP2 14.62 % 13.59 %
Polsat 12.06 % 14.82 %
TVP Info 5.90 % 5.60 %
TVN24 4.29 % 3.88 %
Czwórka 1.86 % 1.79 %
TVN7 1.60 % 1.45 %
TV Puls 1.29 % 1.37 %
Disney Channel 1.14 % 1.12 %
Kino Polska 0.96 % 0.73 %
Polsat2 0.89 % 0.84 %
Cartoon Network / TCM 0.88 % 0.88 %
AXN 0.80 % 0.89 %
Polsat News 0.74 % 0.77 %
TVP Polonia 0.68 % 0.62 %
Discovery Channel 0.66 % 0.60 %
Viva Polska 0.62 % 0.60 %
MiniMini 0.59 % 0.84 %

Dane:

Tagi

PARTNER SERWISU



© Dziennikarze.info 2006-2010 | Powered by WordPress