Publicystyka
Jak zrujnować regionalną telewizję
Wydaje się, że telewizja publiczna jest niezatapialnym lotniskowcem, z którego co i rusz próbują wystartować rozmaite indywidua. Taki lotniskowiec wolno zmienia kierunek rejsu i trudno go zatopić.
Przekręcenie steru nie pozostaje jednak bez wpływu na kurs statku, po jakimś czasie ten wielki moloch jednak zakręci i wpadnie na górę lodową, a jak już wpadnie, to nic go z niej nie uratuje. Siła bezwładu, właściwa wielkim instytucjom, dopełni dzieła zniszczenia.
Drodzy Czytelnicy, to z Waszych pieniędzy powstaje dziś fundusz, dzięki któremu wasza lokalna telewizja jeszcze istnieje. W wersji kadłubowej, ale jednak istnieje. Nadszedł więc najwyższy czas, aby ktoś wreszcie spytał Was o zdanie. Jakiej Telewizji Kraków chcecie? Dziś nikt się Waszym zdaniem nie przejmuje. W telewizji publicznej więcej bowiem znaczy trzeciorzędny polityk przegranej z kretesem partii niż opinia całego Krakowa.
Pamiętajcie, że milczenie owiec rozzuchwala wilki! W tym wypadku bądźmy bardziej ściśli – szakale. Niestety, dziś w TVP panuje taka zależność, że jeśli Warszawa zaczyna kichać, to w Krakowie panuje grypa. Wraz z zatopieniem wielkiego lotniskowca TVP na dno pójdzie także Telewizja Kraków, a tego, jak dowodzi przykład czeski, już nie naprawimy.
To już jest koniec?
Od kilkunastu lat trwa nieprzerwany proces likwidacji lokalnych stacji telewizji publicznej. Dlaczego? Bo z taką telewizją są tylko ciągłe kłopoty, a doraźnych profitów nie widać.
Bo taką telewizję robi się o wiele trudniej niż „warszawskie wydarzenia”. Bo taka telewizja nie jest wirtualnym kitem, nie jest anonimową maszynką produkującą pseudoproblemy i papierowe gwiazdy. Markę telewizji regionalnej buduje się latami i jest tworzona przez prawdziwych ludzi. W telewizji regionalnej recenzję twórcom wystawiają ich sąsiedzi, znajomi, podczas gdy biurokraci na Woronicza pozostają wygodnie bezimienni.
Oto, jak można szybko i bezboleśnie zlikwidować Telewizję Kraków i telewizje regionalne w ogóle.
Po pierwsze, zabrać samodzielność programową
Od dawna trwały manipulacje zmierzającego do tego, aby odebrać regionalnym ośrodkom telewizyjnym autonomię w tworzeniu własnej ramówki. Anonimowi specjaliści w Warszawie zawsze przecież wiedzą lepiej, jak powinna wyglądać telewizja na „prowincji”. Gwóźdź do trumny telewizji regionalnych wbiło utworzenie i wrzucenie (prawem kaduka) w pasmo programów regionalnych tzw. TVP Info. Wbrew ustawie i wbrew oczekiwaniom publiczności widzowie zostali uszczęśliwieni mało oryginalną, za to centralną, „telewizją informacyjną. Zamiast otworzyć nowy kanał tematyczny i „wrzucić” go do „kabla”, telewizyjni samozwańczy baronowie zdecydowali, że niemrawa „telewizja informacyjna” wyprze produkcje lokalne i przejmie spore pieniądze, które mogłyby zostać zainwestowane w rozwój telewizji regionalnych. „TVP Info” sprawiła, że dziś Telewizja Kraków nadaje mniej niż cztery godziny własnego programu dziennie. Warszawa decyduje dziś nawet o tym, czy „święte pasma” w okolicach godziny 18.00 odda regionom czy też zafunduje widzom w tym czasie transmisje kolejnego miałkiego show znanego polityka.
Tak więc zabierając czas programu regionalnego i ingerując nawet w pozostałe jeszcze okrawki, wykonano pierwszy krok ku faktycznej likwidacji telewizji regionalnych. Teraz byle redaktorek w Warszawie ma większe kompetencje programowe niż szef ośrodka w Krakowie. Czy ktoś przeprowadził badania na temat opinii widzów o tych zmianach?
Po drugie, wmówić, że czarne jest białe
Telewizja regionalna jest najczystszą formą realizacji misji telewizji publicznej. Większość programów na jej antenie nosi walory informacyjne, edukacyjne i integrujące lokalne społeczności. Tymczasem warszawscy „medioznawcy” twierdzą dziś, że regionalne telewizje to jedynie nieustający kłopot, nie ma na nie pieniędzy, a ich produkcje są niewiele warte.
Największy kapitał dzisiejszej telewizji publicznej – szesnaście regionalnych ośrodków telewizyjnych, kapitał, którego nigdy nie będzie posiadać żadna telewizja komercyjna, jest dziś określany jako największy kłopot TVP!
Mnożące się pomysły ustawowe zakładają odcięcie telewizji regionalnych od głównej spółki. Pomysłodawcy mgliście zapewniają przy tym, że jakieś pieniądze na takie telewizje się znajdą. Jakie?
Takie są, niestety, także główne założenia planowanej dziś reformy TVP.
Proszę się jednak zastanowić, co będą reformować nowe władze telewizji publicznej w sytuacji, gdy w większości ośrodków rządzą dziś ludzie przypadkowi, niefachowi i świadomi krótkoterminowości swoich rządów. Upadek telewizji regionalnych zmienia się w samospełniającą się prognozę i niedługo na nic zda się lament lokalnych polityków.
Telewizje regionalne, owszem, powinny zostać uwolnione od blokującej ich rozwój „warszawskiej” (w najgorszym rozumieniu tego słowa) „czapy”. Wyzwolenie ośrodków regionalnych spod władzy coraz bardziej nieprzewidywalnej centrali jest dobrym pomysłem, pod warunkiem jednak, że w ślad za tym pójdzie „wyzwolenie” regionalnej ramówki od TVP Info.
Nie łudźmy się: w sytuacji utworzenia samodzielnych spółek władających telewizjami regionalnymi, ekonomicznie nie przetrwa 16 ośrodków. Według ostrożnych kalkulacji szanse na dalsze funkcjonowanie na rynku ma co najwyżej 8 – 9 z nich. Jest to jednak szansa na powstanie ponadwojewódzkich telewizji metropolitalnych. W takiej sytuacji Telewizja Kraków nadal ma szanse na dobre funkcjonowanie. Należy jednak zdecydowanie porzucić pomysł łączenia regionalnych ośrodków radia i telewizji w jeden organizm. To prosta droga do bankructwa takiej spółki.
Telewizja Kraków ma w tej chwili sto procent regionalnej publiczności, bowiem nie ma konkurencji. Radio Kraków, według różnych badań, ma zaledwie około 3-5 procent regionalnego eteru. Nie ma żadnej ekonomicznej przesłanki, aby na poziomie regionalnym tworzyć taki, z definicji niewydolny, twór.
Telewizja Kraków ma sens w momencie, gdy będzie dysponowała 24-godzinną, autonomicznie programowaną, ramówką, a na jej czele będzie stał jeden prezes wybierany przez radę nadzorczą złożoną z trzech osób: reprezentanta ministra skarbu, reprezentanta samorządu wojewódzkiego, trzeciego członka powinno wybierać środowisko dziennikarskie wspólnie z działającymi na terenie ośrodka związkami zawodowymi.
Prezesi muszą być wybierani na co najmniej trzyletnie kadencje i właśnie trzyletnie plany ekonomiczne oraz merytoryczne powinni przedkładać potencjalni kandydaci na prezesów regionalnych spółek telewizyjnych.
Telewizja regionalna to jedyna szansa na bliskie nam, niekomercyjne medium, zajmujące się sprawami, na które nie ma miejsca na antenach telewizji komercyjnych oraz w centralnych programach telewizji publicznej, gdzie zawsze szalał będzie żywioł polityki i tymczasowości.
Telewizja Kraków, ze swoim obecnym potencjałem i kadrą, jest w stanie produkować najbardziej skomplikowane formaty telewizyjne zarówno na potrzeby anten centralnych, jak i odpowiadając na zamówienia rynkowe (samorządy, firmy, kontrahenci zagraniczni).
Telewizja regionalna, uwolniona od ciężaru Warszawy, jest w stanie stać się bardzo oryginalnym ośrodkiem informacji, kultury i nowych idei. Dodatkowym walorem takiego rozwiązania będzie fakt, że telewizje regionalne, które utrzymają się na rynku, będą dysponować zasadniczo różną ofertą i będą mogły wzajemnie wymieniać się najbardziej atrakcyjnymi i sprawdzonymi propozycjami.
Telewizja regionalna jest w Polsce drogą ku przyszłości mediów publicznych, a nie – jak dziś usiłują twierdzić polityczni „specjaliści od wszystkiego” – archaicznym trybutem płaconym regionalnym partykularyzmom.
Telewizja regionalna nie jest przedszkolem dla „dużych anten”; jest najbardziej interesującą wartością, jaką ma szansę stworzyć „polski nowy ład medialny”.
Po trzecie, zabrać pieniądze
Nie wierzcie politykom. Jeżeli mówią, że stworzą Fundusz Misji Publicznej wart tyle, ile kwota abonamentu w marnym finansowo roku (ok. 800 milionów złotych rocznie), to tak naprawdę stworzą fundusz, dzięki któremu będą chcieli uzależnić od siebie całe środowisko medialne w kraju.
Filozofia polityka – urzędnika, mającego coś do powiedzenia w takim funduszu jest prosta: lepiej dać po pięć złotych stu tysiącom petentów i mieć sto tysięcy klientów, niż dać pięćset tysięcy na wartościową propozycję i mieć jednego przyjaciela oraz 99 tysięcy wrogów. Fundusz Misji Publicznej to po prostu kolejny etap tworzenia się ustroju klientyzmu.
Za pieniądze z naszych podatków bliżej nieokreśleni urzędnicy – politycy będą kupować twórców i menedżerów mediów. Będą to czynić w naszym czy swoim interesie? Demokracja jak się patrzy!
Od polityków powinniśmy wymagać, aby zamiast mydlić nam oczy Funduszem Misji Publicznej określili na ile pieniędzy, i za co mogą liczyć regionalne telewizje publiczne. Należy jak najszybciej sprecyzować, ile pieniędzy państwo polskie może przeznaczyć na utrzymanie regionalnych ośrodków telewizji publicznej. Polskie regiony są oczywiście bardzo zróżnicowane, a więc na inną telewizję stać będzie Śląsk, na inną Małopolskę, a na jeszcze inną Lubelszczyznę.
Rynek regionalnej reklamy w Małopolsce nie jest dziś wart więcej niż 20 milionów złotych. To suma, o którą walczą regionalne gazety, rozgłośnie radiowe i telewizja. Cała ta suma to zbyt mało, aby utrzymać regionalną telewizję w obecnym kształcie. Tak więc źródła przychodów Telewizji Kraków muszą być bardzo zróżnicowane. Zapewniam jednak, że taką telewizję region może utrzymać. I taka telewizja może się rozwijać, ewoluując coraz bardziej w kierunku tworzenia okna dla całego regionu.
Pamiętajmy o tym, że rok 2009 jest dla mediów najtrudniejszym finansowo rokiem. Mamy teraz bowiem do czynienia z nałożeniem się na siebie trzech zjawisk.
Pierwsze z nich to kryzys wywołany przez polityków dyskusją nad zniesieniem obowiązku płacenia abonamentu; dotyczy mediów publicznych. Drugie to światowy kryzys ekonomiczny, który skutkuje radykalnym zmniejszeniem budżetów reklamowych; cierpią na tym wszystkie media, a trzeci to kryzys zarządzania, wywołany przez tarcia wewnątrz TVP.
Telewizja Kraków ma wszelkie możliwości, aby w tym trudnym roku udowodnić swój rosnący poziom i wypracować modelowy przykład funkcjonowania wartościowej telewizji regionalnej. Tylko, komu na tym zależy?
Czas na podsumowanie
Można lokalną telewizję do reszty upokorzyć biedą i całkowicie zwasalizować. Wzorce już dziś można czerpać z bogatej myśli specjalistów od techniki zamawiania „pięciu piw”.
Aby zniszczyć, wbrew niemej opinii większości publiczności, Telewizję Kraków, wystarczy zastosować trzy zarysowane powyżej, a sprawdzone metody.
Ubezwłasnowolnić, czyli uzależnić od widzimisię „warszawki” tak, by zmieniający się prezesi „dużej” telewizji dowolnie i bez żadnej odpowiedzialności żonglowali obsadą ośrodków regionalnych. Wmówić opinii publicznej, że misją mediów jest jedynie mizdrzenie się do rządzących polityków i nagłaśnianie pseudoproblemów w stylu „samolot dla prezydenta czy premiera? „. Wmówić opinii publicznej, że telewizje regionalne to dziś anachronizm i przeżytek, a nowoczesny rynek mediów wymaga scentralizowanych mediów (czytaj centralnie sterowanych). I oczywiście zabrać pieniądze, motywując to szczytnymi celami reformowania rynku medialnego.
Raj jest blisko, owce milczą, a politycy witają się z gąską.
Witold Gadowski*
*Autor jest dziennikarzem, byłym dyrektorem krakowskiego ośrodka TVP SA.
www.dziennikpolski24.pl
|