|
Felietony
Sztafeta z pilotem
Eurosport, Polsat Sport, TVP Sport, Canal+ Sport – oferta dla telewizyjnych kibiców jest imponująca. Do wyboru, do koloru. Czy ktoś jeszcze pamięta radiowe transmisje emocjonujące miliony słuchaczy?
„Biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu, w ruchu wypoczywać” – śpiewał niegdyś Pan Kleks. W dzisiejszych czasach - gdy panuje moda na najadanie się sałatką zamiast schabowym i inne zdrowe odruchy – chyba nikt nie zaprzeczy, że sport to zdrowie. Jednak bezduszne statystyki pokazują, że wielu z nas wciąż woli patrzeć, jak inni uprawiają sport, niż samemu zmusić się do wysiłku.
W miniony weekend rozpoczął się kolejny sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich. Choć Małyszomania przeminęła z wiatrem (nie noszącym już tak daleko naszego Mistrza z Wisły), kolejne konkursy nadal z wielkim zainteresowaniem śledzi znaczna część Polaków. Wielu z nich trudno wyobrazić sobie zimowe weekendy bez narciarskich emocji – oczywiście przed telewizorem. Kolorowe statystyki, ciekawe ujęcia, wizualizacje i możliwość zobaczenia sensacyjnych wyników na własne oczy – z pewnością niejeden kanapowy kibic nie potrafiłby z nich zrezygnować. Magia telewizji i bogactwo oferty sprawiły, że radiowe relacje dla wielu nieodwołalnie poszły w odstawkę. A jeszcze tak niedawno skupiały przy odbiornikach równie wielu fanów sportu, co dziś telewizja. I choć w gadającym pudełeczku nie można było zobaczyć biegacza biegnącego „na rekord świata”, skoczka narciarskiego spóźniającego odbicie czy piłkarza ciągnącego przeciwnika za koszulkę, rozemocjonowany głos komentatora potrafił poderwać serca kibiców. Jednak przede wszystkim potrafił oddać słowami to, co widział. Dziś, gdy wszystko widać jak na dłoni, a widać nawet więcej, bo wścibscy operatorzy są wszędzie – w szatni zawodników, pod stadionem, a nawet na naradach drużyn z trenerem – komentator częściej przeszkadza niż pomaga, irytuje, a najlepiej jakby w ogóle go nie było. Wszak w jakości HD każdy może być komentatorem, ekspertem i widzem w jednym.
Czasem widz staje się także zawodnikiem. Biegnie, przyspiesza, pokonuje przeszkodę – jedną, drugą – i wychodzi na prostą, brawurowy finisz i już dopada kanapy, dosięga pilota! O ułamki sekund, proszę państwa, ułamki sekund wyprzedza… koniec przerwy reklamowej.
Felieton Agnieszki Ujmy, 1 grudnia 2009 r.
|
|