|
Felietony
Być jak film z Meg Ryan
Miłość – uczucie piękne, szlachetne, niejedno ma imię. Zwłaszcza w serialach i filmach ma imion wiele, co jedno to piękniejsze.
Pogoda za oknem nie rozpieszcza – jak co jesień. Nic tylko zaszyć się w przytulnym pubie przy pierwszym sezonowym grzańcu i delektować się dobrym towarzystwem. Można też inaczej. Tak jak czynią miliony Polaków. Gdy rzeczywistość szarzeje coraz bardziej, w naszych domach zapala się coraz więcej kolorowych ekranów. Serialowo-filmowy substytut rzeczywistości po wakacyjnej przerwie na nowo zjednuje sobie fanów i… wypełnia ponure wieczory.
Nic dziwnego – ekranowa rzeczywistość dostarcza nam sporej dawki emocji. Najczęściej, bo przecież to w życiu jest najważniejsze, porywa nas miłosnymi uniesieniami. Cukierkowa wizja scenarzystów niejednokrotnie przekracza granice naszej wyobraźni (patrz: „Moda na sukces” czy choćby „Tylko mnie kochaj”). Pokazuje nam miłość na najwyższych obrotach. Gotową do poświęceń, romantyczną do bólu, a przede wszystkim szaloną i od pierwszego wejrzenia (lub drugiego, gdy chodzi o starszych bohaterów). Pogmatwane, a przez to emocjonujące losy poszczególnych postaci, które z psychologicznego założenia są ulepszonym obrazem nas samych, często absorbują naszą uwagę bardziej niż prawdziwe życie. I nic dziwnego. Na ekranie wszystko wygląda piękniej, łatwiej, niewinniej, romantyczniej.
Problemy, nawet poważne, zawsze znajdują pozytywne rozwiązanie. Miłość zwycięża, wszechobecne zdrady w kochających się związkach są wybaczane, następuje po nich ponowny rozkwit uczucia, zaniedbane panie domu stają się pożeraczkami męskich serc, a bezduszni kobieciarze zakładają kapcie i fartuszki. Idylla trwa do pojawienia się kolejnego błyskotliwego bohatera, który najpierw złamie kilka serc (co wyjdzie na dobre poszkodowanym), by następnie przeobrazić się w księcia z bajki. W hitowych pozycjach z teleprogramu wielka miłość pojawia się przynajmniej kilka razy w sezonie, i oczywiście jest tą jedyną – na całe życie. I jest idealna. Obce są jej zwykłe problemy jeszcze zwyklejszych ludzi. Cieknące krany nie prowadzą do kłótni i starć na noże, lecz w sypialniane zacisze, gdzie po miłosnych manewrach łatwiej osiągnąć konsensus, a jeśli nawet nie, to przystojny hydraulik zrekompensuje wszystkie nieprzyjemności. Przypalona jajecznica nigdy nie śmierdzi, ciężkie zakupy z supermarketu noszą się same, a problem nieświeżego oddechu jest abstrakcją. Po prostu pięknie…
A podobno życie jest nowelą. Może i jest, ale raczej nie tą z telewizora. Bo, jak głosi jedno z haseł reklamowych, z którym nie wypada się nie zgodzić – „codzienne życie nie dostarcza tylu emocji”. Nie ma się więc co dziwić, że w jednym z filmów bohaterka wzdycha: „Chciałabym być filmem z Meg Ryan”…
Felieton Agnieszki Ujmy, 13 października 2009 r.
|
|